Indie #2 Ekwipunek, szczepienia, malaria, wiza i lot.

Zastanawiacie się co zabrałem ze sobą do Indii ?

Co było w plecaku do Indii? Długo tam nie byliśmy –  raptem 14 dni, ale bagaż ważył dobre 12 kg, a w stronę powrotną już z pamiątkami 18 kg. Miałem ze sobą zwykły plecak bodajże 80l ze stelażem.

A co w nim się znalazło ??
– Przede wszystkim ciuchy, lekkie, przewiewne i unikałem czarnego koloru.
(kilka koszulek, spodenek, długie spodnie, skarpetki, bokserki itp)
Przez okres tych 2 tygodni, były 3 prania.
– Pojechałem w butach sportowych (w sam raz na długie spacery z plecakiem)
– Zwykłe klapki (obowiązkowo, aby noga od buta sportowego mogła pooddychać, nie wspominając o tragicznie wyglądających prysznicach i tych kafelkach pod stopami),
– Czapka na głowę, okulary przeciw słoneczne (Lepiej mieć takie rzeczy, czasem upały były nie do zniesienia)
– Nerka, bądź saszetka na pieniądze (przydatna rzecz, kiedy ma sporą ilość rupii i zawsze dokumenty pod ręką),
– Szara taśma typu duct tape (czasem się przydała, lepiej mieć takie coś w plecaku),
– Sznurek (gdzieś te cichy trzeba było rozwiesić, zatem sznurek w sam raz się przydał),
– Trytki (asekuracyjnie kilka wziąłem, klamrę od plecaka miałem plastikową dodać taki ciężar, mogła strzelić)
– Multi tool (przydatny bajer, mało miejsca zajmuje a było w nim wszytko jeśli chodzi o narzędzia),
– Worki na śmieci (miały pełnić funkcję pokrowca na plecak w razie deszczu- nie padało),




– Peleryna przeciw deszczowa,
– Śpiwór i karimata (Sporo miejsca zajmowały, chociaż były przyczepione do plecaka, przydały się  w niektórych hotelach gdzie  pościel i materace do czystych nie należały, a też jedna noc spędzona na lotnisku)
– 4x 1l butelki wody (kiedy jeszcze nie ogarnialiśmy tego całego kraju to na pierwszy i drugi dzień pobytu)
– Turystyczny czajnik, kubek, cukier, herbata, zupki chińskie (na wieczór w sam raz)
– Jaś wędrowny red label 1l w plastikowej butelce (zakupiony na lotnisku w Warszawie na bezcłowym za jakieś śmieszne 40 zł? – do przepalenia żołądka po każdym dniu),

Ile tego bierze …

– Opakowanie wafli ryżowych, herbatników (w razie głodu – przydatna sprawa podczas długich podróży),
– Spirale na komary, opaska zapachowa odstraszająca komary (lepiej mieć takie rzeczy ze sobą),
– Plastikowe sztućce,
– Bidon na wodę,
– Adapter do gniazdka (praktycznie nie potrzebny, wszędzie gniazdka europejskie)
*Leki – zabrałem zwykłe  tabletki na gorączkę i żołądek (ibuprom, gripex, krople miętowe na żołądek)
*Plastry, maść rozgrzewająca, woda utleniona, żel dezynfekujący do rąk, spray suchy do włosów, mała tubka żelu i szamponu do włosów, tabletki do odkażania wody,
*Mugga extra strong 50% deet!! (ku zaskoczeniu nie było dużo komarów, ale działało – odstraszało skutecznie komary i muchy),
*Przewodnik do Indii (Lonely Planet, kosztował mnie koło 100zł, w jakimś stopniu się przydał, ale niestety spora ilość błędów i miejsc nieistniejących, mapy mało nieprecyzyjne),
*Kamera GoPro


SZCZEPIENIA
Ciężki temat, każdy co innego pisze czy też mówi. Na szczęście już nie są obowiązkowe.
Powiem tak, zaryzykowałem trochę na zdrowiu. Powód? Dość oczywisty już nie miałem więcej kasy na tego typu rzeczy, ale zaszczepiłem się na jedną rzecz na dur brzuszny inaczej tyfus. Zapłaciłem jakieś 250 zł jak dobrze pamiętam.
Mimo to żyję, piszę i mam się dobrze.

MALARIA
Znów zaryzykowałem i jako jedyny z grupy nie brałem.Zaufałem środkowi za 20 zł jakim była Mugga. Reszta z tego co wiem łykali doksycyklina + osłonki.

WIZA

Trochę ciężko było, ale udało nam się załatwić przez internet wizę turystyczną na 30 dni
Dość szybko wydali. Koszt koło 250 zł.

LOT do Indii
Jak wspomniałem lot kosztował mnie 2350 zł ze wszystkim, były to linie lotnicze SWISS, lot z Warszawy do Zurychu i następne przesiadka  z Zurychu do New Delhi. Jeśli chodzi o moje statystyki latania (3 loty krótkodystansowe, 1 właśnie do Indii długodystansowy, aż 8 godzin + 3 godziny trzeba dodać za zmianę strefy czasowej) można czuć się weteranem podniebnych podróży, kiedy jeden ze znajomych leciał pierwszy raz. Co do samego lotu, bardzo przyjemny, wygodny jak i ten krótki do Zurychu, jak i ten długi do New Delhi. Oczywiście jak się tyle płaci za lot, to open bar.. jak open bar to, polak cebulak i korzystał z baru ile fabryka dała, po prostu wypadało się znieczulić na te kilkanaście godzin w samolocie.


…i następnego dnia, ta ogromna radość, kiedy wylądowaliśmy
o 2 w nocy w New Delhi i ta przerażająca, myśl co dalej ?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.