Pociąg do Aranyaprathet. Poipet – granica Kambodży!

Po kilkunastu dniach w stolicy wypada ruszyć się w dalszą drogę. Kambodża była naszym kolejnym celem na mapie świata. Zapytacie pewnie, dlaczego tak krótko byliśmy w Tajlandii i czemu tylko zwiedziliśmy  Bangkok – atrakcje turystyczne i murale. Szkoda było marnować czasu – to raz, dwa za bardzo turystycznie. A trzy ten kraj już nie należy po prostu do tanich. 🙂 Dla mnie sprawa była oczywista, żeby poczuć prawdziwy klimat w SEA trzeba zobaczyć Kambodżę i Wietnam. Dlatego kupiliśmy na stacji kolejkowej Hua Lamphong Railway Station w Bangkoku bilet za 42 bath/os i ruszyliśmy do Aranyaprathet. Następnie już autostopem do Poipet – granica Kambodży.

Pociąg może nie najeżał do najwygodniejszych, ale oddawał klimacik z podróży po Indiach. Jechaliśmy klasą jak to nazywam „bydlęcą” czyli podobnie jak do naszych typowych czerwonych pociągów, które m.in: wciąż jeżdżą na relacji Kołobrzeg – Poznań po 5 godzin, lecz teraz trwa remont torów i pokonanie tej trasy zajmuje ok.  6-8 godzin. Tylko w tym przypadku okien, których zwyczajnie nie było lub są pootwierane, jak tylko się da i wzdłuż korytarza znajdują się ledwie działające wiatraki. Czego tu się spodziewać przy 250 kilometrach i biletach za niecałe 5 zł/os? 🙂




Pociąg do Aranyaprathet – Tajlandia

Możesz być pewien, że ledwie co wyjdziesz z pociągu, to obskoczy Cię tłum przewoźników, którzy zaoferują Ci transport do Poipet. Przy okazji, będą za Ciebie chcieli załatwić wizę, ale to na spokojnie kawałek niżej. Z Aranyaprathet jest 5 kilometrów do granicy. Niestety tej ceny nie znam, gdyż pokonaliśmy ten kawałek autostopem. Było dość późno, sam pociąg jeszcze miał opóźnienie i zostaliśmy jeszcze na noc w tym mieście. Bez problemu znaleźliśmy tani hostel (Siam Guest House) i udaliśmy się na wieczorny spacer na tutejszy bazar oraz jedzonko. Kolejnego dnia tak jak już wspomniałem: z rana udaliśmy się na granicę, łapiąc stopa i tam zaczęły się pierwsze schody w uzyskaniu wizy do Kambodży.

Poipet – granica Kambodży i pierwsze problemy z wizą

Każdy coś od nas chce, a najlepiej pomogą załatwić wizę do Kambodży. Wiedziałem to od samego początku, kiedy dwie białe osoby z plecakami będą szły na granicę. Zwodzili i przekonywali nas, że lepiej te formalności załatwić to u nich. Idź po prostu prosto przed siebie do budki odprawy. Następnie, kiedy trafisz już do odpowiedniego miejsca, dostaniesz do wypełnienia jeden dokument i z paszportem udajesz się do okienka.

Teraz, każdy może interpretować to na swój sposób. Cennik znajduje się nad okienkiem i tam widnieje opłata za wizę – 30 dolarów. Na blacie możecie spotkać się z wypisanej kartki – 30 dolarów + 2 dolary dodatkowej opłaty. Oczywiście jest to forma łapówki i gwarancja priorytetowej obsługi. Jedni dają, gdyż tak strażnik ich przekonuje do tej formy. Zwykle jak to ja, stwierdziłem – 30 dolarów i ani centa więcej. Wiadomo, że krzywo na mnie się patrzyli, zwrócili mi paszport, wymuszając tą wyższą opłatę. Ponownie tłumacząc, że nie dam więcej i jest jasno określone, że ma być 30 dolarów. Nic mi po tej karteczce wypisanej przed chwilą. Po wymianie zdań przyjęli i czekałem 15 minut dodatkowo, ponieważ obsługiwali oczywiście te paszporty, które miały ekstra gotówkę. Mój leżał gdzieś na uboczu. 

Po łaskawym rzuconym paszporcie w moją stronę mogliśmy przekroczyć granicę w Poipet. Wychodząc z biura, zaczyna się kolejna przygoda z osobami oferującymi transport, maj friend. Im dalej pójdziemy, to ceny za przejazd były znacznie tańsze. Lubimy poruszać się autostopem i znaleźliśmy wylotówkę. Łapaliśmy przez kilka godzin i bez sukcesu. Finalnie skończyło się to tak, że zapłaciliśmy po 4 dolary/os za busa do Siem Reap.




Kolejny post oczywiście o Siem Reap. Kilka słów o wielkiej imprezie na Pub Street
i wspaniałym kompleksie świątynnym Angkor!
Wstępnie jest już dostępny film z przeprawy do Poipet – granica Kambodży i pierwsze chwile w mieście.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.