Włochy #1 Dodatek Folgaria – Lavarone

Odbiegając od tematyki moich przygód w Indiach.

Zapraszam Was do małej przygody, odwiedzamy Włochy. Dokładniej w Lavarone i Folgarię, gdzie miałem okazje uczestniczyć w swoim pierwszym obozie narciarskim zorganizowanym przez moją uczelnie AWF.

Tygodniowy wypad na narty, kosztował mnie blisko 2500 zł… Jak na amatora i na osobę, która jechała na narty pierwszy raz wydaje się trochę dużo. Na szczęście widoki, hotel i wspaniała atmosfera, zrekompensowała cały ból portfela. Włochy to jednak Włochy. 🙂
1799 zł – kosztował mnie obóz (skipass, hotel, wyżywienie – śniadanie + obiadokolacje, autokar i oczywiście ubezpieczenie)
210 zł – wypożyczenie sprzętu narciarskiego (kask, buty, narty, kije)
30 zł – zwykłe gogle z Decathlonu
100 euro – które przejadłem, przepiłem na stoku i w sumie pamiątki w postaci różnych win + Limoncello < pyszny mocny likier cytrynowy 🙂



*Co do hotelu, który nie powiem dał rade, mile mnie zaskoczył swoją oferta wellness, liczne sauny, łaźnie, jacuzzi na zewnątrz, mały basen w wewnątrz.
Niepełny stół bilardowy w bile, mała pseudo siłownia i sala do squasha wraz z kilkoma stołami do ping-ponga, więc całkiem całkiem.
Pokoje też niczego sobie, lecz z pokoju dwu-trzy osobowego zrobili nam pokój 4-osobowy.
Niby trochę ciasno na 4 chłopa, ale w godzinach nocnych w pokoju dobijało lekko 20 osób 🙂
*Włochy i co do miejscowości w której byliśmy czyli Lavarone – malutkie miasteczko, z jednym niedużym sklepem, jedną kawiarnią i bodajże 2 malutkie restauracje, gdzie przeważnie były zamknięte.
*A wzmianka o jedzeniu? W karczmach na stoku to oczywiście głównie pizza, pyszna i tłusta. A jedzenie hotelowe ? Na śniadanie to wiadomo, na słodko – ciasta, ciasta, ciasta.
Na obiad – pasta, pasta, pasta 🙂

Pierwsze zjazdy

W swojej karierze narciarza mieliśmy właśnie w tej miejscowości i to był mój pierwszy i ostatni dzień spędzony na tych stokach.
Resztę dni spędziliśmy może na dwu-trzykrotnej większej bazie w Folgarii, oddalona jakieś 12-15 km od naszego hotelu.
Jak dla osoby, która miała pierwszy raz narty na nogach i miała okazje być na takich stokach, gdzie wg mnie były ogromne i wystarczające.
Stoki były dla mnie na tyle łagodne, że odbyło się to bez większych i spektakularnych wywrotek w moim wykonaniu i tak dzień za dniem po 6 godzin na stokach nam uciekało. Efekt był taki, że po 6 dniach spędzonych na stoku nauczyłem się dość poprawnie jeździć 🙂 Nie wspominając o pogodzie, która była na tyle niezdecydowana.. w sumie dobrze, ponieważ miałem okazje pozjeżdżać w różnych warunkach.. słońce, deszcz, śnieg, mgła 🙂

Oczywiście, doktor/instruktor zrobił świetną robotę, jak i ekipa, z którą miałem okazje pojechać na ten obóz. Wielkie dzięki !!!
Może, kiedyś jeszcze będzie okazja pozjeżdżać na nartach.. ale to może…
Teraz trzeba się skupić na wyczarowaniu kasy na Berlin w marcu, wyścig autostopem w majówkę do Comacchio.

Same Włochy są przepiękne i każdy dobrze o tym wie, zatem trzymajcie garść widoków z wypadu! Czołem ! #siodmywswiecie




Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.