Siódme zwiedzanie i podróżowanie, czyli gdzie już byłem?!

Siódme zwiedzanie i podróżowanie, czyli gdzie już byłem?!

Dni mijają, sesja już tuż tuż, zamiast się uczyć to tworzy posty na bloga. Na zwiedzanie brakuje teraz czasu, ale to nie znaczy, że w głowie nie kłębią się jakieś pomysły. Trzeba przetrwać kolejny ciężki okres dla studenta, wykorzystać w międzyczasie nadmiar czasu wolnego na pracę i zarobić kolejne pieniążki na autostopowe podróże.
To już pewne, że zobaczymy się na wyścigu autostopowych. W tym roku meta przypadła w Chorwacji, a dokładniej Omiš. Jak w poprzedniej edycji, oczywiście wykorzystam swoje nieobecności na zajęciach i wydłużę wypad może nawet i o tydzień. Zatem czeka mnie piękne 14 dniowe szaleństwo: woda, piasek, słońce i uroki autostopowania. O przygotowaniach do wyścigu na pewno pojawi się kolejny post.

...a wakacje?

Podobnie zaraz po majówce, lada chwila są wakacje. Pomysłów jest bardzo wiele na zagospodarowanie czasu w tym okresie, ale cel jest jeden – Azja. Na tą chwilę co mogę Wam zdradzić, że są dość w przystępnej cenie loty z Berlina do Singapuru. Wpadam tam na dwa miesiące i jadę z dziewczyną przed siebie w stronę Hanoi. Będzie to pierwsza poważniejsza przygoda w której na pewno zostaną wystawione na próbę moje problemy (m.in. łamany angielski, czy wybredność jeśli chodzi o jedzenie). Trzeba powalczyć ze sobą, podszlifować swój „inglisz” i żyć ze świadomością, że będę próbował wszystkiego, ponieważ nie mam ochoty głodować. To są ogólne założenia, które chcę zrealizować i mając takie cele z większą przyjemnością chodzę do pracy ponieważ wiem, że te pieniądze zostaną dobrze zainwestowane. 🙂

Gdzie już byłem, a gdzie mnie jeszcze nie było?

O nadchodzących planach już trochę wspomniałem. Dla odmiany chciałbym wrócić do podróży, które już są za mną. Do tych opisanych już na blogu oraz o nieopublikowanych wypadach do tej pory.    Warto przypomnieć te wszystkie wspólnie przejechane kilometry z naszym bohaterem jaką jest mapka zdrapka, którą dostałem od PlayPrint. Wykorzystamy mapę i zaznaczymy nasze dotychczasowe przygody. Zapytacie, dlaczego jej jeszcze nie zdrapałem?
– Czekam aż na prawdę będzie co zdrapywać i motywuje do działania 🙂

Pierwsza dalsza podróż – Włochy!

Swoją przygodę z podróżami, zacząłem dość amatorsko – z biurem podróży. Pierwszy rok na studiach, udało się odłożyć pieniądze z sezonu i ruszyliśmy razem z dziewczyną. Przesiedzieliśmy w busie blisko 20 godzin z drobnymi przerwami i jesteśmy w Wenecji. Zmęczeni, połamani od siedzenia, niewyspani zwiedzamy miasto na wodzie. Pamiętam, że byłem półprzytomny i niezbyt pozytywnie nastawiony. Zwiedziliśmy podstawowo: Bazylika św. Marka, Pałac Dożów, Dzwonnica, Most Rialto
i rejs gondolą. Przemęczaliśmy się może ze 4 godzinki spaceru i jedziemy dalej.
Następny przystanek Piza!
W programie zwiedzanie Campo dei Miracoli (czyli Pola Cudów), Baptysterium, Krzywa Wieża i turyści ratują miasto dzięki temu, że mają kilka zabytków w jednym miejscu. Chwila moment i ponownie grzejemy miejsce w autokarze.
Szybko szybko po Florencji. Tempo ekspresowe, trochę historii, naświetlenie tematu i mamy Kościół św. Krzyża, Plac Ratuszowy, Most Złotników, Katedrę Santa Maria del Fiore, Baptysterium i te całe słynne Rajskie Wrota. Florencja sama w sobie przepiękna, warto wejść na kopułę i zobaczyć całe miasto. Mimo to, była potrzeba przyjazdu już samemu bez biura do Florencji. Kolejne pokonane kilometry i jesteśmy w Rzymie!

Veni, vidi, vici

Wizyta u Papieża Franciszka, zwiedzanie Muzeów Watykańskich i Kaplicy Sykstyńskiej. Z wieczoru włoskiego nie skorzystaliśmy ponieważ: raz, że szkoda było nam pieniędzy, dwa okazało się, że było to po prostu słabe. Ten czas wykorzystaliśmy na zwiedzanie bocznych uliczek z dala od turystycznego gwaru i spróbowaliśmy kilkanaście lokalnych przysmaków. Drugiego dnia Plac Navona, Plac Hiszpański z fontanną Barcaccia, Schody Hiszpańskie, Fontanną di Trevi, która akurat była
w remoncie. Później już został Panteon, Kapitol, Forum Romanum, Koloseum i Łuk Konstantyna.
Pokonując kolejne kilometry autokarem przejazd do Monte Cassino chwila moment i jedziemy dalej do Neapolu. Zwiedzamy Plac Municipio z Palazzo Reale i Castel Nuovo, uciekamy do Pompei. Spacer po antycznym mieście, selfie z Wezuwiuszem i nocleg w hostelu z prysznicem o wymiarze 1m2.
Następnego dnia, rejs na wyspę Capri. Zwiedzanie ogrodów Augusta, Faraglioni i Łuk Miłości – Arco del Amore. Zakup cytrynówki i wracamy do hostelu. Drobne pamiątkowe zakupy w markecie i wyjazd w stronę Asyżu. Spacer, zwiedzanie Bazyliki św. Franciszka i w długą do Polski. Kolejne 1400 kilometrów w jednej pozycji w jakże „wygodnym” fotelu.

Podsumowując. Wypad jeśli chodzi o koszta to dość atrakcyjna oferta i jak na pierwszy raz to czemu nie? 🙂 Tempo zwiedzania dość wysokie,  średnia wieku lekko 40+ i niedosyt po powrocie do Polski.

Druga wyprawa z biurem podróży – Hiszpania i Portugalia.

Kolejny rok na studiach, posezonowy przypływ gotówki i ruszyliśmy po raz drugi w wycieczkę – 14 dniową z biurem. Tym razem już z lotem z Gdańska do Girony. Na wstępnie powiem, że do tej pory nie wierzę, że wydałem tyle kasy na ten wyjazd. Mimo to, było warto. Tyle zwiedzić w 14 dni? Tym bardziej Pani przewodnik, robiła to wszystko z pasją, a nie z jakiegoś przymusu. Ponowna wyprawa z bólem głowy od wiedzy, którą zostaliśmy zasypani. Oczywiście wszystko w pozytywnym znaczeniu. Dała nam w kość, tempo zwiedzania dość wysokie jak na poprzednim wyjeździe. Na pewno lepsze to niż leżenie plackiem na plaży w Gran Canarii. 🙂

Przyjazd do Barcelony i zwiedzanie Las Ramblas, Sagrada Familia, Park Guell, wzgórze Montjuic, Pałac Gubernatora, plac św. Jakuba i stadion Camp Nou. Nocleg i wyjazd w stronę Saragossy. Zobaczyliśmy pałac Aljaferia i bazylikę Nuestra Señora del Pilar.
Kolejnego dnia, znów pożałowaliśmy sobie wyjazdu za dodatkową opłatą do Toledo i biuro opłaciło nam wyjazd już do Madrytu. Mieliśmy dla siebie blisko 6 godzin czasu wolnego na poznanie stolicy od tej mniej turystycznej strony. Spacer uliczkami z dala od tłumu ludzi. Wizyta przy Santiago Bernabeu, przejażdżka metrem, Gran Via i oczywiście wizyta w Primarku… ach, z tymi kobietami 🙂 (chodź wyszło na to, że wydałem więcej niż ona). Później dołączyliśmy już do naszej grupy i zwiedziliśmy Palacio Real, Muzeum Narodowe Prado, Puerta del Sol, Plaza de Toros, Park Retiro, Plac Hiszpański
z pomnikiem Cervantesa postaciami Don Kichota i Sancho Pansy.

¡Olé!

W następnych dniach przejazd do Segowii i Salamanki. Zwiedzanie Uniwersytetu, Plaza de Anaya, Plaza Mayor Nową i Starą Katedrę, Patio de las Escuelas i Casa de las Conchas. Setubal i plażing. Lizbona – Katedra oraz dzielnica Belem. Klasztor dos Jeronimos, róża wiatrów oraz pomnik odkryć geograficznych.  Następnie spacer ulicami, Rua Augusta i Praca de Comercio oraz wizyta oceanarium Pavilhao dos Oceanos. Sintra oraz Cabo da Roca – najdalej wysuniętym na zachód punkt kontynentalnej Europy.
Przyjazd do Fatimy, sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej i ołtarz przedstawiający scenę objawienia trójce dzieci: Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie. Pan Wojciech Cejrowski w jednym ze swoich odcinków ładnie opowiedział historię objawień fatimskich. Przejazd do Coimbry –  Stary Uniwersytet, Biblioteka Joanina, Sala Grande dos Actos i małe przedstawienie Fado z Coimbry wystawiane przez studentów. W kolejnym dniu, przyjechaliśmy do Porto. Szybkie zwiedzanie miasta – Katedra Sé, Ratusz Miejski, Pałac Biskupi i wizyta w winiarni oraz degustacja wina porto. Potem już tylko wizyta Santiago de Compostela, Bilbao, Montserrat i powrót do Polski.

Sam wyjazd wspominam bardzo dobrze, tylko ponownie było za mało czasu na te wszystkie atrakcje. Spore braki jeśli chodzi o Barcelonę, Lizbonę czy też Porto. Patrząc z tej strony jest to na pewno motywująca myśl. Będzie trzeba się zebrać, pojechać w te strony i zwiedzić sobie wszystko na spokojnie, bez pośpiechu. Tylko pytanie kiedy ? 🙂

Rzut na głęboką wodę – Wypad ze znajomymi do Azji

Historia wyjazdu zaczęła się od zwykłego piwa w pubie z przyjacielem. Pomysł przerodził się w plan. Plan zaowocował zakupem biletów i we wrześniu 2016 roku wylądowaliśmy w Indiach, spędzając tam 14 dni. Odwiedziliśmy Delhi, Jaipur, Waranasi, Bodh Gaya, a to wszystko udało mi się opisać w 9 postach, do których możesz trafić tutaj 🙂

Pierwsze przygody z autostopem – Wracamy do Włoch 🙂

Mając już dość, kolejnej festiwalowej majówki we Wrocławiu stwierdziłem, że musimy z dziewczyną znaleźć lepsze atrakcje w tym czasie. Los tak chciał, że obiło mi się o uszy wydarzenie jakim jest Wyścig Autostopem. Zainteresowałem się tematem, poczytałem i stwierdziłem, że to jest to! Na trzecim roku studiów licencjackich, szykując wrażeń ruszyliśmy w naszą pierwszą podróż autostopem do Comacchio razem z 500 innymi parami. 🙂 Zrobiliśmy blisko 2 000 kilometrów.
Jadąc przez Niemcy (Berlin, Drezno, Norymberga) Szwajcaria (Zurych) Włochy (Como, Mediolan, Parma, Bolonia, Ravenna). Całą historię przygód możecie przeczytać tutaj.

Kolejne podróże? Tylko autostopem!

W 2017 roku chciałem jak najszybciej wrócić do Azji. Niestety studenckie fundusze na to nie pozwoliły. Pozostał więc kierunek Ukraina! (Wszystkie wątki z wypadu po Ukrainie tutaj)
Rodzina w Przemyślu i tworzy się idealna baza wypadowa na kolejną przygodę autostopem. Raz pojechaliśmy tylko do Lwowa i na słynne skoki spadochronowe za 110 zł, o których możesz poczytać tutaj. Za drugim razem obiecaliśmy sobie dłuższą przygodę u wschodnich sąsiadów. Ze Lwowa dostaliśmy się do Odessy. Piękny i uroczy kurort położony na Morzu Czarnym.  Następnie przejechaliśmy stopem w stronę miejscowości Umań. Znajdziemy tam park z polskim akcentem. Prosta droga i jesteśmy już w stolicy Ukrainy, czyli Kijów. Genialny klimat, przepiękna architektura, zabytki i te pyszne pączki z parówką 😀
Powrót do Polski przez Lwów i myk szybciutko przygotowania do kolejnego wyjazdu.

Do Legolandu za 9 złoty? Przypadkiem wylądowałem w Danii

Ta historia podobnie nie dostała swojego postu jak pierwszy wypad do Włoch czy Hiszpanii
i Portugalii, ale przy tej przygodzie towarzyszyła mi kamera i trafiły na YouTube dwa amatorskie odcinki 🙂 Wracając do tematu. Zaraz po powrocie z Ukrainy, znalazłem ciekawą ofertę 18 zł w dwie strony z Berlina do Billundu. Myślę sobie, jak taka okazja? To tylko brać. Spakowałem się i jadę na bramki w Poznaniu. Ten autostop był nieco inny, pojechałem sam a dodatkowo byłem przebrany w strój tygryska. Sprawdzaliśmy oddziaływanie stroju na szybkość łapania stopa – bez szału.
Wieczór spędzony na lotnisku i następnego poranka lot w stronę Danii. Chwila, moment i byliśmy już na miejscu. Pozostało już tylko łapać stopa w stronę Kopenhagi. Odwiedziłem rodzinkę, pozwiedzaliśmy miasto i tydzień zleciał. Do stolicy bezproblemowo dojechałem, przy powrocie do Legolandu były jednak drobne utrudnienia i przypadkiem udało się. Później już tylko ponownie Berlin i łapanie stopa na Poznań 🙂

Na tą chwilę, tyle udało mi się zwiedzić i zobaczyłem tyle świata na ile pozwolił mi mój portfel. Niestety nikt mnie nie sponsoruje, a na wyjazdy muszę sam zarobić. Zatem chyba nie jest źle, jak na studenta który studiuje dziennie, pracuje i do tego podróżuje w czasie wolnym. Rozpisałem się i tak już za bardzo, więc te wszystkie historie i przygody ograniczyłem do minimum. Niektóre bez problemu znajdziecie ładnie rozpisane na blogu, a niektóre opowieści z wypadów usłyszycie tylko przy dobrym piwku 🙂
Chciałem bardzo podziękować PlayPrint od nich dostałem mapkę i natchnienie do stworzenia tego wpisu. 🙂

#siodmywswiecie #blog #przygody #podróże

Ps: Czytelniku! Jeśli to czytasz to chcę Ci przypomnieć, że siódmego lutego od Siódmego będzie mały konkurs zorganizowany na moim Facebook’u.
Zatem czuwaj ! 🙂
Ps2: Jeśli chcesz być na bieżąco, zapisz się do Newslettera!

Dodaj komentarz! Nie bądź taki :)