Indie #3 Pierwsza nieprzespana noc w New Delhi

Pierwsza trudna noc w Indiach – New Delhi!

Przylecieliśmy o 2 w nocy do New Delhi. Po długiej podróży, lekko zaspani, pełni ekscytacji oraz niedowierzania, że jesteśmy już w Indiach. Przechodzimy przez wielkie lotnisko w poszukiwaniu naszych bagaży i wyjścia na zewnątrz.

Po chwili udało nam się znaleźć plecaki, przeszliśmy dalej do okienek, gdzie wbijali do paszportu wizę i mamy nasze upragnione exit i wyjście na New Delhi.
Ledwie co drzwi automatyczne się otworzyły i buchnęło nam jakieś 30 C stopni. Kawałek przeszliśmy a nasze  plecy już całe mokre.. Na szczęście znaleźliśmy kawałek miejsca na trawie, plecaki na ziemie i poprzebieraliśmy się w lekkie ciuchy,  posiedzieliśmy i ochłonęliśmy po małym szoku.

Ruszyliśmy w drogę, przedostać się z lotniska do jakiegoś centrum? Najlepiej pod dworzec i jedziemy do Jaipur’u, ale chwila… nie wymieniliśmy naszych zielonych franklinów na rupie…i to Ci się zaczyna mała przygoda. To wracamy ponownie na lotnisko, skąd przyszliśmy no i masz nie chcą nas w puścić do środka …(a mijaliśmy na pewno ze 2 kantory). Mówi się trudno, szukamy jakiegoś transportu. Masa różnych samochodów…jakieś taxi, tuk-tuki, autobusy itp. Wszystko czeka na nas.



Pytamy pierwszego lepszego kierowce, czy przyjmuje dolary i on lub ktokolwiek zabierze 7 osób do miasta. Oczywiście ledwie co mówili po angielsku. Chętnych było wielu, żeby nas przetransportowali, lecz chcieli tylko rupie…co dziwne, że nie chcieli od nas dolarów. Po jakiejś godzinie negocjowania, rozmawiania, tłumaczenia, że mamy tylko taką a nie inną walutę. Sukces. Udało dojść do porozumienia i udało się ruszyć w stronę centrum New Delhi. Dodatkowo była nas 7 zatem potrzebowaliśmy 2 auta. Znalazł się facet ze swoim prywatnym autem, który zgodził się na nasze warunki, zadzwonił po kolegę, który przyjechał po kolejnych 30 minutach i zabraliśmy się na te 2 auta. Poprosiliśmy, aby jechał na dworzec kolejowy, gdzie z stamtąd pojedziemy pociągiem do stolicy Radżastanu.

Oczywiście…

Początkowo nic nie szło gładko… obwieźli nas po jakiś lewych biurach podroży, które były jakimś dziwnym trafem czynne o 3 w nocy. Niby wszystko okej, ale na dworzec to już miał problem trafić. Po kursowaniu po mieście autem, mieliśmy już dość. Stajemy  i idziemy już piechotą ponieważ na nawigacji zauważyłem, że jesteśmy blisko celu. Zapłaciliśmy po 10 dolarów od auta i ruszyliśmy w drogę. Rzeczywiście okazało się, że do dworca był niecały kilometr. Mimo niepowodzeń pierwszy mały sukces. Trafiliśmy w nocy na dworzec kolejowy w New Delhi.

Podeszliśmy do okienka i niestety dowiedzieliśmy się, że szczęście dalej nam nie sprzyja i nie ma miejsc w pociągu do Jaipur’u w najbliższych czasie. (Oczywiście 1 dzień, spora nie wiedza na ten temat. Wystarczyło bardziej pokombinować i pewnie bilet by się znalazł)
Oczywiście ktoś nam się przyglądał, usłyszał rozmowę i zaproponował, że kupimy bilety na pociąg w „lewym” biurze podróży. Posłuchaliśmy tej rady i poszliśmy trasą jaką nam ten Pan wyznaczył. Trafiliśmy oczywiście przypadkiem, zaprowadził nas kolejny nieznajomy, którego spotkaliśmy w połowie drogi. Gwarantował nas, że jest to dość blisko.. ale jakieś 2 km z plecakami przeszliśmy w tym nocnym upale.

Dotarliśmy na miejsce. Elegancko klima, chłodno, aż chciało się tam dłużej zostać. Przy naszym szczęściu okazało się, że też tutaj nie kupimy biletów,  ponieważ nie ma miejsc. Nie mając wyjścia i pomysłów… Zaproponował nam hotel i wynajem większego auta z kierowcą który nas tam zawiezie. Za sam transport od naszej paczki zawołał jakieś 21 tys rupii…Nie wiedzieliśmy czy to dużo czy mało. Międzyczasie wymienił nam dolary na rupie przy kursie 55rupie za dolar jak dobrze pamiętam.
(Aktualny kurs 68 rupii za dolar – 23.01.17r.)



Skąpstwo

Nie mając praktycznie wyjścia z sytuacji, byliśmy blisko zaakceptowania tej oferty…Los tak chciał i moje skąpstwo, że mi nie podchodziła ta oferta. Wprowadziłem lekki zamęt w grupę i podział zdań czy jechać  z nim czy nie. Dodatkowo na mapie w przewodniku znalazłem oficjalny punkt informacyjny i podpowiedziałem że lepiej iść w tamto miejsce i dostać pewniejsze informacje na ten temat. Facet oczywiście nie był  zadowolony z tego rozwiązania, nagadał się, był bliski zarobienia sporej sumy pieniędzy. Przynajmniej posiedzieliśmy dobrą godzinkę w klimatyzowanym pomieszczeniu. Cóż, trzeba ruszać dalej i trafić do tej informacji turystycznej. Spacerując w nocy wśród ludzi śpiących na chodnikach, bezpańskich psów i tuk tuków, którzy zaczepiani nas i proponowali podwózkę.

Dotarliśmy we wskazane miejsce przez nawigacje oraz przewodnik i okazało się, że taki punkt nie istnieje. Poszukałem na mapie i znalazłem kolejny punkt niedaleko od miejsca w którym byliśmy. Trochę zmęczeni już temperaturą i naszymi ciężkimi bagażami trafiliśmy do naszego kolejnego punktu. Ku zaskoczeniu był tam gdzie być powinien, ale jednak czynny od godziny 8.. a była jakaś 5 rano. Siedzieliśmy przed wejściem jakąś godzinę bez pomysłu co dalej? Międzyczasie znaleźliśmy otwarty już sklep, zimna woda, pepsi, cola, które dały nam nadzieje i poprawiły lekko morale naszej grupy, także zaczęły nas gryźć komary. Wypsikaliśmy się naszą Muggą, która podziałała i mieliśmy spokój na jakiś czas. Ogromnie polecam ten środek.

Kiedy już świtało, robiło się coraz jaśniej na niebie, podszedł do nas jakiś gość. Zapytał oczywiście dlaczego tutaj siedzimy i co robimy itp. Tak się złożyło, że był to kolejny pracownik z „lewego” biura podroży. Szczęście w nieszczęściu,  zaproponował nam także transport, ale o dziwo za jakieś 13 tys. rupii. Wyszło na to, że tamto biuro chciało aż 8 tys więcej. Po negocjacjach z grupą, stwierdziliśmy, że nie chce nam się czekać jeszcze 2 dodatkowych godzin do otwarcia punktu informacyjnego i ruszyliśmy w drogę 7 osobowym jeepem…do Jaipur’u.



Siódmy w świecie

5 komentarzy

  1. Indie piekne miejsce a jeszcze lepsze jedzenie mozna jesc i jesc jedna z najlepszych kuchni to smialo moge powiedziec;-))

  2. No, muszę powiedzieć, że historia może przyprawić o ból głowy, i pewnie o taki Was przyprawiła. Prawda, z pociągami w Indiach jest zamęt (albo w biurze trzeba kupić bilet, albo przez internet), wszędzie trefne oferty pomocy i człek musi zachować niebywałą czujność, by nie dać się oszukać. Jednak, gdy wykształci już w sobie tę supermoc, to jest dobrze 😀

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.