Indie #4 Przybywamy do Jaipur’u

Jaipur Jaipur Jaipur – Przybywamy!

Spotkała nas już tylko czysta przyjemność z podróży po Indiach. Prócz załatwienia Jeepa z biura podróży, zaproponowali nam nocleg w Rajputana Haveli. Hotel jak hotel, czysty, tani i dodatkowo mieliśmy śniadania w pakiecie. Cena – jakieś 30-40 zł za noc. Dzięki temu mieliśmy komfort psychiczny, że nie musimy nic szukać na miejscu i możemy się skupić na rozpoznaniu terenu i zwiedzaniu. Przyjechaliśmy niewyspani, ledwie żywi koło godziny 12. Szybkie 4-5 godzin snu i ruszyliśmy w miasto. Co się okazało, że koło godziny 17-18 już robiło się ciemno więc nasz wypad skończył się na lokalnej przekąsce i zakupach. Tak minął pierwszy dzień.

Zdaliśmy sobie sprawę, że musimy wycisnąć z tych dni najwięcej ile się da. Po śniadaniu, koło 9 ruszyliśmy w drogę tuk tukami do całego kompleksu Amber fortu.
Piękny kompleks do zwiedzania za tylko 100 rupii.



Wszystko ładnie pięknie…

tylko jedna rzecz tutaj nie pasowała – Słonie, a dokładniej wjazd w 40*C kilometr pod górę na wyższą część fortu. Niestety braliśmy pod uwagę tą opcję, że „przejedziemy” się na słoniu… Na szczęście chwila moment, pomysł wyparował nam z głowy widząc ten obrazek.

Nie dość, że kolejka sięgała blisko 200 metrów, jak wspomniałem było 40*C a na dodatek ta „usługa” podrożała z 900 do 1100 rupii. Chore, straszne i obrzydliwe co ludzie robią.. dla pieniędzy.

Po tym wszystkim udaliśmy się do centrum. W planie był Hawa Mahal czyli pałac wiatrów. Piękny budynek z czerwonego piaskowca i fasadą od strony ulicy.

Gorąco polecam zakupy tuż obok na Hawa Mahal Rd, sporo małych i dużych straganów z ciuchami, butami i pamiątkami, które warto kupić za grosze. Pamiętaj o targowaniu się ! 🙂
Nie zapomnę sytuacji przy jednym ze straganów kiedy podchodzi do nas sprzedawca i nagle po polsku „Mam taniej niż w Biedronce”. Pozdrowienia dla nauczycieli 🙂

Spacerując w poszukiwaniu jakieś restauracji odwiedziliśmy jeszcze Albert Hall Museum. Typowe muzeum, chodź przyciąga czymś swoją uwagę.

Kolejnym punktem na naszej mapie było zdobycie biletów lotniczych do Varanasi. Przy słabo działającej mapie i przewodniku, szukaliśmy i szukaliśmy punktu JetAir. Mając trochę szczęścia, znaleźliśmy budynek, korzystając jeszcze ze szczęścia trafiliśmy tam chwile po 14. Niestety pracownik wychodził już do domu, ale chwile porozmawialiśmy i bingo, pomoże nam. Ponownie otworzył drzwi do biura, zaprosił nas i pomógł nam kupić bilety. W podziękowaniu zostawiliśmy mu drobnego tipa i ruszyliśmy w drogę, w stronę hotelu.



Galta Ji

Kolejny i ostatni dzień już z plecakami ruszyliśmy w drogę do świątyni Galta Ji. Z tego co nam wiadomo było nazywana także świątynia małp. Po wyjściu z hotelu, łapiemy naszego tuk tuka i pytamy się „Mankey temple” i Galta Ji, pierwszych 3 kierowców nie ogarniało zbytnio tematu jak i angielskiego. Oczywiście po chwili kolejni chętni się znaleźli by nas podwieźć i Ci już wiedzieli gdzie chcemy się dostać. Z plecakami 12-16 kg ruszyliśmy, na oko jakiś 1km w górę. Przy piekielnym słońcu z krótkimi przerwami dotarliśmy na szczyt z myślą, że jesteśmy na miejscu okazało się oczywiście, że jednak nie. Czekał na nas kolejny kilometr stromego zejścia.
Piękne widoki na cały Jaipur, jak i na dolinę po drugiej stronie góry.

Droga powrotna z doliny była już istną męczarnią, coraz częstsze przystanki, słońce pali niesamowicie i ciężar plecaków robił swoje. Schodząc już z góry, sprawnie nam poszło złapanie tuk tuka i ruszyliśmy w drogę do dworca autobusowego, gdzie kupiliśmy bilet do New Delhi. Korzystając z okazji ze mieliśmy jakieś 2h do odjazdu, zrobiliśmy szybkie zakupy, zjedliśmy coś ulicznego i wypiliśmy sok z świeżo wyciskanej trzciny cukrowej.
Najgorzej! Przy okazji odkryliśmy jak hindusi leją kranówę do czystych butelek i zakręcają ją zgrzanym korkiem, po czym wyglądała jak woda prosto ze sklepu… Zakładam, że problemy jelitowe gwarantowane 🙂



…i tak cudowny czas w Jaipurze minął, nic nam innego nie pozostało jak ruszyć ponownie w drogę do New Delhi z kierowcą, który chyba nie zdawał sobie sprawy, że wiezie około 40 pasażerów. Dosłownie takie indyjskie: Szybcy i wściekli wersja autokarowa. 🙂 Co dalej ? Waranasi czy Jaipur?

One comment

  1. Hawa Mahal wygląda przepięknie! Przyznaję, że Indie zniechęcają mnie do siebie przez takie przygody podróżników, jak kranówa udająca wodę fabrycznie butelkowaną. Cóż, może kiedyś 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.