Włochy – Wyścig Autostopem #2 Cel: Comacchio!

Part #2

Naładowani pozytywną energią po przejechaniu 500 km, trafiliśmy do Lugano. Kierowca zdradził nam w którą stronę się udać i gdzie możemy łapać stopa. Posłuchaliśmy się jego rad i prawdopodobnie zawiódł mój angielski i nie dogadaliśmy się, ponieważ jak się okazało staliśmy niecałe 20 min, by potem złapać stopa na stacje kolejową…pozostało nam tylko wrócić na poprzednie miejsce. Tak wyszło, że uciekły nam 3-4 godziny by dopiero rozgryźć w którą stronę mamy łapać stopa.

Zaczęły się  zgrzyty, nerwy, ale odnaleźliśmy drogę w stronę naszych upragnionych Włoch. Niby wszystko fajnie pięknie, lecz nie ma miejsca do łapania stopa. Musieliśmy zaryzykować, mały pas awaryjny, światła i łapiemy. Na nasze szczęście udało się dość szybko wjechać na autostradę.

Przemiła dziewczyna w czerwonym Juke zatrzymała się i podwiozła nas w lepsze miejsce do łapania stopa. Faktycznie miejsce okazało się dość dobre, pełno rejestracji włoskich – myślę, że pójdzie łatwo. Staliśmy może 10-15 minut, zatrzymała się znów kobieta z wielkim samochodem i ugadaliśmy, że podwiezie nas  na kolejną niby lepszą stacje w kierunku Włoch. Nic nie mamy do stracenia, wsiadamy i jedziemy…Tak się stało, że straciliśmy lekko 2h stojąc na stacji.



Przeklęty Mediolan…

Godzina 18-19 już coraz ciemniej, łapiemy i łapiemy i mamy … Matiza a w nim Polaka :), poznaliśmy kolejną ciekawą/interesującą osobę, która jechała w stronę Mediolanu, a dokładniej lotniska. Niestety nie to z Bergamo. Chciał nam pomoc z całego serca, ale nie mógł nadkładać drogi. Wyrzucił nas na stacji, z której musieliśmy przebiec na drugą stronę i na nasze szczęście.. była zamknięta. Pozostało nam jedynie przespać się i czekać aż otworzą stacje i może coś się złapie. Posiedzieliśmy niespełna 30 min, kiedy podjechał ten sam Matiz, z którego wysiedliśmy. Odebrał dziewczynę i postanowił zajechać tutaj by zobaczyć czy jesteśmy. Ponownie zabraliśmy się z nim i wystawił nas na trochę lepszą autostradę w stronę Mediolanu.

Po raz kolejny pozostało nam przeskakiwanie przez autostradę i nasz plan zauważyła policja. Skończyło się na upomnieniu… a nam pozostało wypytywanie kierowców, czy przewiozą nas na drugi stronę stacji – niepomyślnie. Tej już nocy odpuściliśmy sobie, rozbiliśmy namiot za stacją benzynową i poszliśmy spać.

Następnego dnia przebudziliśmy się koło 7 rano, spakowaliśmy się i przebiegliśmy przez autostradę(znacznie mniejszy ruch i bezpieczniej). Uśmiechnięci, że dzień lepiej się już zaczął wypisaliśmy kartkę i próbujemy łapać, ale cóż zeszło nam grubo do 12 aby złapać stopa na kolejną stacje. Niby trochę lepiej, a okazało się tragicznie. Fakt, stacja była potężna, a na niej z jakieś 6 par potem dojechały ze kolejne 4. Koniec końców wszyscy pojechali tylko nie my. Zrezygnowani, przygnębieni i bezsilni. Co tutaj robić…?
Łapaliśmy już na litość…po czym dwóch chłopaków zabrali nas do Mediolanu. Tam znaleźliśmy jakiś nocleg i doprowadziliśmy się do porządku.
Tego dnia zrobiliśmy, aż 40 km.

Ratunek !

Hitchwiki pomogło nam się wydostać na drogę w stronę Bolonii. Jest stacja i łapiemy – nowy dzień, lepsze humory, słoneczko grzeje i jest po godzince samochód….który jedzie, aż do Rzymu. Mały szok, mówi weźmie nas i dylemat czy może nie jechać do stolicy 🙂 , ale tak się stało, że nadrobił trochę drogi i wysiedliśmy przy wjeździe do Bolonii, ale droga prowadziła nas w stronę Comacchio. Szybki posiłek w restauracji i ruszyliśmy dalej w drogę. Oczywiście, koło 6 par na miejscu. Pozostało nam iść na koniec stacji.

Łapaliśmy stopa już na raty, aby dalej. To 40 km, to kolejne 50 km. Pozostało nam ostatnie 100 km do celu. Wszyscy nie w tym kierunku, chodzę pytam, kombinuję. Kasia stoi z kartką i próbuje także łapać… i masz trafił się samochód skręcający w stronę Ravenny. Wysiedliśmy na bramkach jakieś 15 km od Ravenny, a tam dziwnym trafem stał samochód. Włoch, z którym jechaliśmy kolejny kawałek podszedł do niego, zagadał i załatwił nam transport w stronę Ravenny. Oczywiście podbudowani, z lepszymi humorami został nam ostatni kawałek, ostatnia kartka Comacchio ! po jakimś czasie znaleźliśmy drogę do naszego celu, postaliśmy niecałe 30 min i zatrzymał się samochód a w nim weteran jeśli chodzi o autostopowanie, który opowiadał nam o swoich przygodach i  podróżach. Koniec tej historii był szczęśliwy :), kierowca, a właściwie jego żona podwiozła nas pod camping ! 🙂

Dotarliśmy do mety z czasem 80h 3min – 320 miejsce. Jak na pierwszego, tak długiego stopa z takimi historiami myślę, że poszło nam rewelacyjnie 🙂
18518131_1813854292245571_5895904704159865219_o

Kolejna część już o samym wap’ie i dalszej podróży do Florencji, nieszczęsnego Mediolanu i Wenecji 🙂
Wybaczcie, że tak mało zdjęć, ale cóż nie miałem siły by pstrykać zdjęcia i łapać stopa 🙂
Part #3 Soon – Czasu niestety coraz mniej na pisanie bloga. Praca licencjacka sama się nie napisze…



6 komentarzy

    1. Wiesz, czas w tym przypadku nie jest ważny, no dobra w sumie im szybciej dotrzesz masz lepsza impreze na campie. Mimo to liczy się dobra zabawa i nie traktować tego jako rywalizacji 🙂

  1. Fajna sprawa! Mi coraz rzadziej zdarza się wystawiać łapkę na wylotówce (a bo studia się skończyły i stale coś), ale zawsze miło wspominam 95% swoich wypadów tu i tam. 😉

    Pozdrawiam,
    Damian

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.